Skąd rodzic ma wiedzieć, czy jego dziecko naprawdę uczy się języka angielskiego?
Rozmowa z Justyną Kulawik, założycielką szkoły językowej Lalaling
Rodzice codziennie wpisują w wyszukiwarkę hasła takie jak „angielski dla dzieci”, „angielski dla młodzieży” czy „szkoła językowa”. Szukają miejsca, w którym ich dziecko nie tylko polubi język angielski, ale przede wszystkim będzie robiło realne postępy.
Czy jednak jako rodzice naprawdę wiemy, po czym poznać dobrą szkołę językową?
O tym rozmawiamy z Justyną Kulawik, nauczycielką języka angielskiego z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem, założycielką szkoły Lalaling, która z jednej placówki w Kiełczowie zaczyna budować sieć franczyzową szkół języka angielskiego.
Pani Justyno, przez ponad dwadzieścia lat pracy z dziećmi, młodzieżą i rodzicami na pewno zauważyła Pani, że oczekiwania wobec szkół językowych bardzo się zmieniły.
Zdecydowanie.
Jeszcze kilkanaście lat temu rodzice pytali przede wszystkim o podręcznik, liczbę godzin i cenę kursu.
Dzisiaj coraz częściej słyszę zupełnie inne pytanie:
„Skąd będę wiedział, że moje dziecko naprawdę się rozwija?”
I uważam, że jest to jedno z najważniejszych pytań, jakie rodzic może zadać.
Bo w edukacji bardzo łatwo pomylić aktywność z efektem.
To, że dziecko regularnie chodzi na zajęcia, odrabia zadania domowe i z uśmiechem wychodzi z lekcji, jest niezwykle ważne. Ale nie daje jeszcze odpowiedzi na pytanie, czego rzeczywiście się nauczyło.
Co ma Pani na myśli?
Wyobraźmy sobie dziecko, które przez cały rok uczęszcza na kurs języka angielskiego.
Rodzic słyszy od czasu do czasu:
„Jest dobrze.”
„Aktywnie pracuje.”
„Lubi zajęcia.”
To wszystko są pozytywne informacje.
Tylko że one nie pokazują procesu uczenia się.
Jako nauczyciel chciałabym umieć odpowiedzieć rodzicowi znacznie bardziej konkretnie.
Czy dziecko potrafi już opowiadać o swojej rodzinie?
Czy potrafi komunikować się prostymi zdaniami?
Czy swobodnie używa czasu Present Simple?
Czy rozumie krótkie nagrania?
Czy potrafi zadać pytanie?
Czy buduje pełne zdania?
Czy wykorzystuje nowe słownictwo spontanicznie podczas rozmowy?
To właśnie są informacje, które pokazują rozwój.
Czy uważa Pani, że szkoły językowe za mało o tym mówią?
Myślę, że często skupiamy się na organizacji kursu, a za mało pokazujemy sam proces nauki.
Rodzic wie, z jakiego podręcznika korzysta dziecko.
Wie, kiedy odbywają się zajęcia.
Wie, kto prowadzi grupę.
Ale często nie ma możliwości zobaczyć, jak krok po kroku rozwijają się kompetencje językowe jego dziecka.
A przecież właśnie temu służy szkoła.
Dlatego od nowego roku szkolnego wprowadzacie Państwo Indywidualne Karty Rozwoju Ucznia?
Tak.
I bardzo długo dojrzewaliśmy do tego rozwiązania.
Nie chciałam tworzyć kolejnego dokumentu, który będzie leżał w segregatorze.
Chciałam stworzyć narzędzie, które będzie rzeczywiście wspierało dziecko, rodzica i nauczyciela.
Każdy uczeń otrzyma własną Kartę Rozwoju.
Znajdą się na niej wszystkie kompetencje rozwijane podczas kursu.
Nie tylko zagadnienia gramatyczne.
Również słownictwo, komunikacja, rozumienie ze słuchu, czytanie, wypowiedzi ustne, wypowiedzi pisemne, poprawna wymowa czy praktyczne wykorzystanie języka.
Dzięki temu rodzic będzie dokładnie wiedział, nad czym dziecko pracuje i jakie umiejętności zostały już opanowane.
Wspomniała Pani kiedyś, że nie lubi określenia „przerobiliśmy materiał”.
Nie lubię.
Bo materiał można przerobić.
Ale języka nie da się „przerobić”.
Można go jedynie stopniowo opanowywać.
To ogromna różnica.
W nowoczesnej dydaktyce języków obcych coraz częściej odchodzi się od myślenia kategoriami „ile stron zostało zrobionych”, a skupia na tym, co uczeń potrafi zrobić z językiem.
Czy potrafi się przedstawić.
Czy potrafi zapytać o drogę.
Czy potrafi opowiedzieć o swoich zainteresowaniach.
Czy rozumie rozmowę.
To są kompetencje.
I właśnie one mają znaczenie.
Jak będzie wyglądała praca z Kartą Rozwoju?
Pod koniec każdego miesiąca nie będziemy organizować testów ani egzaminów.
Zależy nam na czymś zupełnie innym.
Każdy miesiąc zakończy się sprawdzeniem i usystematyzowaniem wiedzy zdobytej podczas zajęć.
To bardzo świadomy element procesu nauczania.
Psychologia uczenia się od lat pokazuje, że samo poznanie nowych informacji nie wystarcza. Mózg potrzebuje ich regularnego przypominania, porządkowania i wykorzystywania w różnych kontekstach. Dopiero wtedy wiedza zostaje utrwalona i staje się dostępna w praktycznej komunikacji.
Dlatego zamiast kolejnych stron podręcznika zatrzymujemy się na chwilę i wspólnie z dzieckiem sprawdzamy:
- co już potrafi,
- co stało się dla niego naturalne,
- które umiejętności wymagają jeszcze ćwiczeń.
Nie po to, aby oceniać.
Po to, aby świadomie planować kolejny etap nauki.
W Lalaling nie ma ocen. Dlaczego?
Ponieważ sama ocena niewiele mówi.
Wyobraźmy sobie, że dziecko otrzymuje piątkę.
Czy oznacza to, że świetnie mówi po angielsku?
Niekoniecznie.
Może bardzo dobrze pamiętało materiał z ostatniej lekcji.
Może miało dobry dzień.
A może po prostu dobrze napisało test.
Ocena jest wynikiem.
Mnie bardziej interesuje proces.
Dlatego zamiast stopni nauczyciel przekazuje dziecku i rodzicom konkretną informację zwrotną.
Co już zostało opanowane?
Nad czym pracujemy?
Jak można wspierać dziecko w domu?
To są informacje, które naprawdę pomagają się rozwijać.
To trochę przypomina ocenianie kształtujące.
Dokładnie.
Badania profesora Johna Hattiego pokazują, że jedną z najbardziej skutecznych metod wspierania procesu uczenia jest wysokiej jakości informacja zwrotna. Nie chodzi o powiedzenie dziecku: „dobrze” albo „źle”, ale o pokazanie mu, co już potrafi, dokąd zmierza i jaki powinien być następny krok. Tylko tu naprawdę chodzi o to, aby ten feedback był jakościowy i stymulował proces rozwoju dziecka i motywował do dalszej pracy.
Podobne wnioski od lat płyną z badań profesorów Paula Blacka i Dylana Wiliama nad ocenianiem kształtującym. Dzieci uczą się skuteczniej wtedy, gdy rozumieją cel swojej pracy i widzą własny postęp.
To nie jest chwilowa moda.
To kierunek, w którym od lat rozwija się nowoczesna edukacja. I taki kierunek chcemy zapewnić dzieciom i rodzicom w Lalaling.
Gdyby miała Pani doradzić rodzicom szukającym kursu „angielskiego dla dzieci”, lub „angielskiego dla młodzieży”, o co powinni zapytać szkołę?
Zadałabym jedno pytanie.
„W jaki sposób pokażecie mi rozwój mojego dziecka?”
Nie wyniki testu.
Nie ocenę.
Nie opinię, że „jest dobrze”.
Tylko rozwój.
Jeżeli szkoła potrafi pokazać proces uczenia, jasno określa cele, monitoruje kompetencje i regularnie przekazuje rodzicom rzetelną informację zwrotną, jest duża szansa, że nauczanie nie jest przypadkowe.
Bo dobra szkoła językowa nie uczy od lekcji do lekcji.
Dobra szkoła świadomie prowadzi dziecko przez cały proces uczenia się.
I właśnie taką szkołę od początku tworzymy w Lalaling.
Szukasz kursu języka angielskiego dla swojego dziecka?
Jeżeli interesuje Cię angielski w Kiełczowie, angielski dla dzieci w gminie Długołęka, czy angielski online dla dzieci i młodzieży z dowolnego miejsca, w którym mieszka Twoja rodzina, a jednocześnie zależy Ci na świadomym podejściu do edukacji, przejrzystej komunikacji z rodzicami i nowoczesnej metodyce nauczania, zapraszamy do Lalaling.
Wierzymy, że rodzic ma prawo nie tylko zaufać szkole. Ma również prawo rozumieć, jak uczy się jego dziecko.