Nie obniżajmy poziomu tylko dlatego, że dziecko jest małe. O jakości edukacji językowej od pierwszych lat życia.

Nie obniżajmy poziomu tylko dlatego, że dziecko jest małe. O jakości edukacji językowej od pierwszych lat życia.

Justyna Kulawik | terapeutka holistyczna, ekspertka edukacji holistycznej, założycielka Lalaling

Jednym z przekonań, z którym od lat nie zgadzam się w edukacji dzieci, jest założenie, że skoro dziecko jest małe, powinniśmy oczekiwać od niego mniej. Oczywiście trzylatek nie będzie pracował tak jak dziesięciolatek, a uczeń pierwszej klasy nie powinien otrzymywać materiału przeznaczonego dla nastolatka. Dostosowanie edukacji do wieku jest konieczne, jednak nie powinno być mylone z obniżaniem jakości ani nadmiernym upraszczaniem procesu nauczania.

I właśnie w tym miejscu od wielu lat pozostaję bardzo wymagająca wobec edukacji, którą oferujemy dzieciom.

Jako właścicielka szkoły języka angielskiego wielokrotnie obserwowałam, jak niewielka jest czasem różnica pomiędzy przekonaniem dorosłego, że dziecko „jeszcze nie jest gotowe”, a sytuacją, w której po prostu nie dano mu wcześniej możliwości nauczenia się danej rzeczy. Zajęcia mogą być sympatyczne, pełne piosenek, kolorowych materiałów i aktywności, a mimo to nie tworzyć wystarczająco konsekwentnego procesu prowadzącego do coraz wyższych kompetencji językowych. Dla mnie sama atrakcyjność lekcji nigdy nie była wystarczającym kryterium jej jakości.

Dlatego tworząc metodykę Lalaling, od początku przyjęłam inną zasadę: nie obniżamy poziomu dlatego, że dziecko jest małe. Dostosowujemy sposób, w jaki pomagamy mu ten wyższy poziom osiągnąć.

Tak pracujemy już z dziećmi dwu- i trzyletnimi, a następnie konsekwentnie rozwijamy te kompetencje przez kolejne lata, dzięki czemu przejście do coraz bardziej zaawansowanej pracy nie jest dla dziecka nagłą zmianą, lecz naturalną kontynuacją tego, czego doświadczało wcześniej.

Rodzice rzeczywiście często pytają mnie na początku:

„Czy to nie jest dla niego za trudne?”

Rozumiem to pytanie, ponieważ kiedy rodzic widzi książkę u trzylatka, pierwsze zadania typu listen and match, później elementy czytania, pisania, spellingu czy gramatyki, może odnieść wrażenie, że wprowadzamy pewne kompetencje bardzo wcześnie.

Tymczasem odpowiedź nie leży wyłącznie w tym, czego nauczamy, lecz przede wszystkim w tym, jak przekazujemy wiedzę.

Jeżeli zagadnienie jest dostosowane do możliwości poznawczych dziecka, odpowiednio podzielone na etapy, osadzone w zrozumiałym kontekście i wielokrotnie przepracowane poprzez obraz, ruch, słuchanie, historię, rozmowę oraz praktyczne zadanie, dziecko może opanować znacznie więcej, niż często zakładamy na podstawie samego wieku.

Najciekawsze jest to, że po pewnym czasie pytanie „czy to nie jest za trudne?” bardzo często ustępuje zupełnie innym obserwacjom rodziców.

Dziecko, które jeszcze niedawno potrzebowało pomocy nauczyciela przy wykonaniu zadania, zaczyna pracować samodzielnie. Uczeń pierwszej klasy podejmuje próby głośnego czytania angielskich tekstów i piosenek, rozumie strukturę ćwiczenia, potrafi wykonać listening, a następnie coraz pewniej radzi sobie z zadaniami gramatycznymi, które rodzic może kojarzyć dopiero z późniejszych etapów edukacji szkolnej.

Nie oznacza to oczywiście, że każde dziecko osiągnie identyczny rezultat w identycznym czasie. Rozwój nie przebiega według jednego harmonogramu i właśnie dlatego nauczyciel powinien obserwować konkretnego ucznia, a nie jedynie realizować kolejne strony podręcznika. Pokazuje to jednak coś, co uważam za niezwykle istotne: wiek dziecka nie powinien być dla dorosłego automatycznym argumentem za ograniczaniem jego możliwości poznawczych.

Jeżeli pierwszoklasista potrafi przeczytać tekst po angielsku, nie oznacza to, że ktoś zmusił go do realizowania programu przeznaczonego dla starszych dzieci. Być może oznacza po prostu, że jego kompetencja czytania była świadomie budowana znacznie wcześniej.

Jeżeli rozwiązuje zadanie gramatyczne, nie musi znać akademickiej definicji danej konstrukcji. Może rozumieć jej znaczenie, rozpoznawać wzorzec i poprawnie zastosować go w kontekście, ponieważ spotykał się z nim wcześniej dziesiątki razy w języku mówionym, piosenkach, historiach, nagraniach i ćwiczeniach.

To właśnie jest dla mnie jedna z najważniejszych różnic pomiędzy przyspieszaniem edukacji, a budowaniem wysokiego poziomu od najmłodszych lat.

Nie chodzi o to, aby trzylatek wykonywał zadania siedmiolatka, a siedmiolatek materiał jedenastolatka. Chodzi o stworzenie takiej ciągłości nauczania, aby siedmiolatek posiadał kompetencje, które wynikają z czterech wcześniejszych lat dobrze zaplanowanej pracy.

Wówczas jego umiejętności mogą wykraczać poza to, czego przeciętnie oczekuje się od dziecka w tym wieku, ale dla niego samego nie muszą być czymś nadzwyczajnie trudnym.

Są po prostu kolejnym etapem tego, co już zna.

I właśnie dlatego, kiedy dziecko podczas naszych zajęć czegoś nie rozumie, pierwszą reakcją nauczyciela nie powinno być automatyczne stwierdzenie: „To jest za trudne”.

Jeżeli wiemy, że materiał odpowiada jego etapowi rozwojowemu, brak zrozumienia jest dla nas informacją, że trzeba znaleźć inną drogę: wyjaśnić jeszcze raz, pokazać na innym przykładzie, wrócić do wcześniejszego etapu, wykorzystać obraz, ruch lub kontekst, a czasem po prostu pozwolić dziecku potrzebować większej liczby powtórzeń.

Uważam, że wysoki poziom edukacji nie polega na tym, że nauczyciel prezentuje trudny materiał.

Wysoki poziom nauczania to informacja, że nauczyciel potrafi doprowadzić dziecko do zrozumienia i zapamiętania materiału.

To standard, którego jako właścicielka Lalaling od początku nie chciałam obniżać. Nie dlatego, że oczekuję od dzieci więcej, niż są w stanie zrobić, ale dlatego, że przez lata pracy widzę, jak wiele potrafią zrobić wtedy, kiedy dorosły nie ogranicza ich z góry swoim przekonaniem o tym, co „powinno” być możliwe w danym wieku.

Dlatego książki pojawiają się u nas od najmłodszych lat. Dlatego stopniowo wprowadzamy pracę z poleceniem, listening, czytanie, spelling, pisanie i struktury gramatyczne. Dlatego wracamy do materiału i oczekujemy zrozumienia, zamiast zadowalać się jego powierzchownym „przerobieniem”.

Nie robimy tego po to, aby dzieci uczyły się szybciej, ale aby uczyły się dobrze od samego początku.

A kiedy kilka lat później rodzic widzi dziecko, które czyta po angielsku, rozumie ze słuchu, samodzielnie wykonuje zadania i nie traktuje bardziej wymagającego materiału jako czegoś, czego należy się obawiać, widzi przede wszystkim rezultat procesu, który rozpoczął się dużo wcześniej.

Wysoki poziom nie zaczyna się wtedy, kiedy pojawiają się wysokie wymagania. Zaczyna się wtedy, kiedy od pierwszych zajęć poważnie traktujemy możliwości każdego dziecka bez względu na jego wiek.

Justyna Kulawik